Wszystko co widać, jest nieeleganckie i budzi u dziecka chęć sforsowania. Może więc zabezpieczenia, których nie widać? Przetestowałam blokady magnetyczne dwóch firm. Przeczytajcie, co z tego wynikło.

Blokad magnetycznych jest na razie dostępnych mało. Wybrałam do testów dwie firmy: Reer i Dreambaby. Są najbardziej powszechne na tym ciągle jeszcze niszowym rynku. Zabezpieczenia magnetyczne to nowinka, która dopiero zdobywa popularność.

Najważniejsze: czy to działa?

Tak, i to całkiem nieźle. Ale tylko przy prawidłowym zamontowaniu. Mnie to kosztowało wywiercenie dodatkowych dwóch dziurek wewnątrz szafki, bo za pierwszym razem zrobiłam je o kilka milimetrów za daleko.

Moim zdaniem dla dzieci jest to rozwiązanie nie do sforsowania. Nie ma niczego, przy czym maluch mógłby majstrować i w ostatecznym rozrachunku zdemontować czy nauczyć się otwierać. Co ważne, przy otwieraniu nie powstaje szpara, którą maluch mógłby sobie przytrzasnąć palce. A to jest problem z niemagnetycznymi blokadami montowanymi wewnętrznie (np. zabezpieczenie do szuflad IKEA).

Jedyny kłopot może sprawić właściwe (poza zasięgiem dziecka) przechowywanie klucza. To może być wyzwanie dla niezorganizowanych (Reer trochę wychodzi naprzeciw i proponuje samoprzylepną podkładkę, na którą można wygodnie odwiesić klucz). No i jeszcze jeden aspekt: nie odważyłam się sprawdzić, co się stanie, jeśli się zatrzaśnie klucz wewnątrz szafki albo go zgubi. Coś mi się zdaje, że producent nie przewidział takiej sytuacji 😉 Kojarzycie te zaślepki do gniazdek, które zniecierpliwieni rodzice demontują widelcem zamiast kluczykiem? W tym przypadku taki numer nie przejdzie.

Jak się to montuje?

Obydwa mają podobną zasadę działania: na drzwiczkach szafki montujemy zapadkę, która zahacza o osobny element blokujący wewnątrz szafki. Wymaga to wiercenia i przykręcania (Reer można też przykleić, ale nie mam zaufania dla przyklejanych zabezpieczeń). I tu prztyczek dla dystrybutorów – żadna z blokad nie ma instrukcji montażu po polsku.  Dla mnie to jednak był trochę problem, bo moja edukacja z angielskiego nie obejmowała słownictwa dotyczącego śrub i wierteł. Ostatecznie, po chwili rozkminki, okazało się to proste do zrobienia. Wymaga jednak dokładności: montaż DreamBaby wymaga wywiercenia w drzwiczkach dziury o średnicy 7 milimetrów (!!) – naprawdę miałam stracha, że przewiercę je na wylot i zniszczę mebel!

Zapadka domyślnie ustawia się w pozycji zablokowanej, zbliżając klucz magnetyczny do drzwiczek szafki odblokowujemy zamknięcie. Żeby to zadziałało, drzwiczki muszą być nie grubsze niż 28 mm w przypadku Dreambaby (jest specjalny pin, którym się przedłuża pole magnetyczne w przypadku tak grubych drzwiczek), lub ok. 30 cm w przypadku Reer. Czyli będzie pasować do zasadniczej większości mebli.

Cena i co się za nią dostaje

Są różne zestawy z różnymi ilościami blokad, można też osobno dokupić klucze. Ja skorzystałam z takich:

Blokada magnetyczna Reer: 69 zł za dwie blokady i jeden klucz.

Blokada magnetyczna DreamBaby: 35 zł za dwie blokady i jeden klucz.

Dlaczego Reer jest dwa razy droższy niż Dreambaby? Nie wiem. Działają tak samo.

Tak czy inaczej, to dosyć sporo jak na kilka kawałków plastiku. Ale niewątpliwie jest to rozwiązanie dyskretne i skuteczne, adekwatne dla domowych strongmanów (ciężko to rozwalić), oraz spryciarzy (nie mają jak się wykazać sprytem, bo nie mają dostępu do mechanizmu). Moim zdaniem, trzeba blokady magnetyczne zakwalifikować jako ciężki kaliber do ochrony najbardziej krytycznych zasobów domowych. I do tego je polecam 🙂